Pisałem już kiedyś bloga. Było to w czasach, gdy nasze niewinne jeszcze i cyfrowo wpół-dzikie społeczeństwo zachłystywało się nowymi możliwościami pochodzącymi z contentu wyświetlanego na pierwszych komercyjnych www. Był anonimowy i traktował o rzeczach dość nieprzyjemnych, banalnych i nudnych dla przeciętnego czytelnika: o wychodzeniu z uzależnienia, sercowej porażce i depresyjnych myślach. Po jakimś czasie, zrażony własną egzaltacją i marnym warsztatem wynikającym z braku dystansu do opisywanych spraw, zarzuciłem go, by na zawsze przepadł w zerojedynkowej otchłani. Zdegustowany niezdrowym ekshibicjonizmem i zdziecinnieniem panującymi w ówczesnej blogosferze, uznałem instytucję web loga za kulturową wydmuszkę, niesłużącą niczemu innemu, jak li tylko zaspokajaniu własnych małych egoizmów.
Oczywiście – myliłem się. Marnym truizmem jest stwierdzenie, że świat się zmienia, ba! – zmienia się szybko. Ale tempa zmiany tego drugiego, “cyfrowego” świata nie przewidzieliby chyba nawet najwięksi wizjonerzy. Minął jakiś czas i znów zacząłem doceniać blogi. Zacząłem w nich widzieć manifestację ludzkich pasji i fascynujący, mieniący się jak bizantyjska mozaika obraz rzeczywistości naszego czasu. Miejsca, w których może i nie szeleści papier, nie pachnie druk i nie trzeba poślinić palca, aby przejść do następnej strony – ale zaludnione przez ludzi, których serca nadal biją równo z rytmem pracy maszyn drukarskich, zupełnie jak za pięknych czasów mojego dziadka. Być może już wcześniej mogłem odkryć ten wspaniały świat. Lecz zapewne nie chciało mi się dostatecznie dobrze poszukać.
Nazywam się Jakub Wirus. Jestem dziennikarzem i copywriterem. Jestem też – o czym powinniście wiedzieć – wnukiem Kuby Wirusa, miejskiego reportera, franta, cwaniaka, którego we wspaniały sposób unieśmiertelnił Leopold Tyrmand na kartach powieści “Zły”. Jeśli do tej pory uważaliście, że treść tej książki jest fikcją – odpowiadam: niezupełnie. Człowiek o białych oczach, Marta Majewska, Juliusz Kalodont, złowrogi Filip Merynos podający się za herszta chuliganów Obywatela Kudłatego – istnieli naprawdę. W powieści występuje również sam Tyrmand, ukryty za dwiema dopełniającymi się postaciami – dziennikarza Edwina Kolanko i buchaltera Jonasza Drobniaka. Historia, która stała się udziałem tych wszystkich ludzi, zasługiwała na uwiecznienie. Jednakże Tyrmand nie mógł przedstawić jej dokładnie tak, jak się potoczyła. Był rok 1953, w Polsce panował system totalitarny, a sam pisarz był na cenzusie władzy. Ubrał więc ją w – jak to znakomicie napisał Gombrowicz – kostium romansu brukowego. I najwspanialszego hołdu dla Niepokonanego Miasta, Syreniego Grodu, jaki kiedykolwiek powstał w literaturze.
Sam też kocham to miasto, kocham je jak myśliwiec, którego sensem i chlubą jest niezawodna orientacja. Dlatego jestem dziennikarzem. Dlatego też piszę teraz te słowa. Postanowiłem być dla was ciccerone po warszawskich zaułkach, ulicach, placach, ciekawych miejscach. Chcę pokazać wam miasto i jego mieszkańców. Warszawa jest miastem samplowanym, zbudowanym z wielu pozornie nieprzystających do siebie fragmentów, które zebrane w jedno tworzą wspaniałe uniwersum. Siadam więc do klawiatury, by je opisać. Wybierzcie się ze mną na tą wycieczkę.
Pozdrawiam
- wasz Kubuś Wirus
Uwaga! Cała treść bloga dostępna jest na licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa + Użycie niekomercyjne + Na tych samych warunkach 2.5 Polska. Jeśli nic wam to nie mówi, tłumaczę: to mniej więcej tak samo, jakbym użył tutaj powszechnie rozpoznawanego znaczka “©”. Jeśli chcesz wykorzystać mój tekst, pisz do mnie śmiało. Się pomyśli.
Kontakt: kubus.wirus@gmail.com









3 odpowiedzi jak dotąd ↓
bibomedia // piątek, 29 luty 2008 @ 2:00 pm
:)
psychika.net // środa, 17 wrzesień 2008 @ 11:54 pm
co powiesz na wymiane linkami z moim psychologicznym blogiem ?
emka // poniedziałek, 17 listopad 2008 @ 8:32 pm
Kubusiu Wirusku a gdybym wybrała się z Tobą wraz z moim przyjacielem aparatem. Foto rzecz jasna :0