Kubuś Wirus: Dedykowane mojemu ukochanemu miastu – Warszawie

Serdeczne domysły z Warszawy

sobota, 9 luty 2008 · 3 komentarzy

Na rozegranym dziś wieczorem wernisażu wystawy W [jak Warszawa] w berlińskiej Galerie Magazin oczywiście nie byłem. Nie przeszkodziło mi to jednakże (tak samo jak nie przeszkodzi Wam wszystkim) zobaczyć tej fascynującej ekspozycji. Jak to się stało? Ano w ten sposób, że W jest wystawą w formie książki. A właściwie połączonych jednym, broszurowym formatem trzech woluminów.

Zasnęłam ponownie. Gdy się obudziłam, przejeżdżaliśmy już przez przedmieścia Warszawy. Dziwne, pomyślałam, dlaczego wszystkie te domy sie walą? Każdy budynek, który mijaliśmy, zapadał się bez wydania jakiegokolwiek dźwięku. Oczyszczają miasto? Może planują wybudować coś zupełnie nowego? Niewidzianego wcześniej?

Znana już (nie tylko) z poprzednich moich wpisów Fundacja BęcZmiana dokonała czynu odważnego, obrazoburczego – liczę – dla niektórych, dla innych zaś z pewnością tchnącego świeżością. Sama geneza pomysłu ma swoje mocne oparcie w teorii, że najtrafniejsze opinie, poglądy, obserwacje mogą być domeną jedynie człowieka z “zewnątrz”, niesplątanego siecią lokalnych odniesień i tradycji mentalnych. Doprowadzono tą ideę aż do ściany – zrobiono bowiem ten projekt “na szybko”, nie pozwalając uczestnikom na merytoryczne przygotowanie się. Warszawa, której obraz ukazują zaproszeni artyści, architekci, teoretycy miasta nie jest miastem prawdziwym w powszechnym tego słowa rozumieniu. Nie ma tu badania, syntezy, koncepcji. Jest za to luźne przeczucie, poleganie na wyobraźni i plotce, niewyraźnych wspomnieniach.

Gdy w połowie lat osiemdziesiątych osiedliłem się w Danii, poczułem, że dzielę wspólną kondycję z ludźmi z Warszawy. W Skandynawii Polacy, Libańczycy, przedstawiciele innych narodów mają jedną wspólną rzecz: status społeczny nadany przez Skandynawów, status imigranta. Przypuszczam, że takie rzeczy dzieją się, kiedy ludzie z dwóch różnych miast przenoszą się do trzeciego. Pomiędzy pierwszym, drugim i trzecim miastem nasze wyobrażenia stają się przymglone, trudne do osądzenia czy zobrazowania.

I jak to zagrało! Mam wrażenie, że ta wizja, sklecona umyślnie w pośpiechu, bardziej odpowiada rzeczywistości, niż to, co widzimy za oknem. Pamiętać należy przy tym, że przecież konkretne, namacalne miasto, a “nasze” miasto, to, które “myślimy” są przecież zupełnie innymi przestrzeniami. Na to rozbicie wskazuje zresztą w W dwóch artystów – Khaled Ramadan i Jacek Dukaj. Sam, mimo że wytarłem trampkami niejeden chodnik w Warszawie, często gubię się tutaj, mam miejsca, które są dla mnie inną planetą – której w dodatku nie chciałbym poznać. Gdzie tak naprawdę znajduje się to miasto? Jak umiejscowić je w przestrzeni – lokalnej, globalnej, europejskiej? Jak ważne jest i jak ważnym może się stać? A jak ważnym się stać mogłoby?

Stolica Wszechświata narzuca swą własną hegemonię, swój własny język. Jeśli więc odrzucimy to wszystko, co w dzisiejszych miastach silne, a co w Warszawie słabe, jeśli wyzwolimy się z obowiązującego urbanistycznego dyskursu, co otrzymamy?

Wyzwolenie odbywa się zawsze “od czegoś”, lecz by było czymś więcej niż odrzuceniem, by wyzwolenie było aktem stworzenia, musi istnieć idea, która do wyzwolenia przymusza.

Nie są to łatwe pytania. Zresztą – humanistyka nie jest od dawania odpowiedzi, lecz od budowania ciekawych problemów. Muszę napisać, że czuję się wobec W trochę bezradny. Być może dlatego, że wychodzi przy tej okazji porównywalna bezradność w stosunku do tego miasta, do wspomnień, jakie mam z różnych jego zakątków, do ludzi, których tylko mijam i tych, których znam. Być może więcej wiedziałbym o Warszawie, gdybym nigdy tu nie był. Gdyby w grę wchodziła tylko teoretyczna wiedza – topografii, architektury, historii – a nie empiryczne doświadczenie w rodzaju przeciekającego dachu w Pyrach, pierwszej wódki na podwórku przy Radomskiej czy przejmującego zimna na gocławskim przystanku w oczekiwaniu na nocny do domu.

(…) Innym priorytetem na przyszłość powinna być również orientacja na Wschód. Projekty w rodzaju linii metra do Mińska, autobusów do Morza Kaspijskiego, autostrad do Kazachstan, Uzbekistanu i Turkmenistanu, a także tanich linii lotniczych, łączących potencjalne przyszłe miasta partnerskie jak Pekin, Dubaj i Warszawę, także wskazywać mogą drogę do przyszłej stolicy wszechświata.

W podzielona jest na części tematycznie: pierwszą, Warsaw Does Not Exist, oddano artystom pod kuratelą Sebastiana Cichockiego. Od razu muszę polecić bliższe zapoznanie się z pracami Rainera Ganalha, Antje Majewski, wspomnianego Ramadana i absolutnie re-we-la-cyj-ną w tym kontekście propozycją Andrása Gálika i Bálinta Havasa. W części drugiej, Capital of the Universe (kurator: Krzysztof Nawratek) znajdują się głosy teoretyków, urbanistów oraz ciekawy artykuł pisarza Jacka Dukaja. Część trzecia, Synchronicity 1 to zestaw propozycji architektonicznych; nie wywierają one jakiegoś szczególnego wrażenia. Może to kwestia tego, że ich wyborem zajął się jedyny w całej “obsadzie” Warszawiak, Jakub Szczęsny?

w

 

W [jak Warszawa]; Fundacja BęcZmiana, Warszawa 2007. Do kupienia za 27 pln w siedzibie fundacji, ul. Radna 10;

Cytaty pochodzą z prac Antje Majewski, Khaleda Ramadana, Krzysztofa Nawratka i Floriana Kocha. Tłumaczenie dwóch pierwszych cytatów – Jakub Wirus.

 

Kategorie: wystawy
Otagowane: , , , , , ,

3 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • krzysztof_nawratek // poniedziałek, 11 luty 2008 @ 6:55 am

    ciesze sie, ze Ci sie podoba :)

  • krzysztof_nawratek // środa, 13 luty 2008 @ 11:15 am

    obiecalem napisac cos wiecej, wiec pisze :)

    W jak Warszawa to nie byl moj pomysl. Zostalem do niego “doproszony” w pewnym momencie, gdy Bogna uznala, ze przydaloby sie cos pisanego.
    Dostalem wiec idee juz wyartykulowana, ale moglem ja przeinterpretowac wedlug uznania.
    Przyjalem, ze jesli czesc architektoniczna i artystyczna opiera sie na ignorancji, to uzupelnieniem powinno byc klamstwo i arogancja. Tak zreszta widze Warszawe wspolczesna (z tym tylko, ze ani “klamstwo” ani “arogancja” to nie sa slowa scisle zwiazane z moralnoscia!).
    Warszawa dla mnie to Stare Miasto (Klamstwo! Klamstwo!), PKiN (Arogancja!) i nowe realizacje po 89 roku (Klamstwo i Arogancja!).
    Jesli tak, jesli klamstwo i arogancja moga byc zle, ale moga byc tez dobre, postanowilem arogancko sklamac Warszawe (“sklamac” tak jak klamią siebie bohaterowie Lodu Jacka Dukaja). Sklamac siebie, to znaczy odrzucic siebie ze swoja historia i wymyslic siebie – lacznie ze swoja przeszloscia i przyszloscia – od nowa. No a jesli juz chcemy sie sklamac tak totalnie – to arogancja tego gestu jest oczywiscie niezbedna.
    Wiec sklamalem Warszawe jako Stolice Wszechswiata. Jako najwazniejsze miasto na swiecie.
    I poprosilem innych autorow by rowniez Warszawe sklamali. Dalem im slowa kluczowe – Rownowaga, Hegemonia, Mit. Sam napisalem wstep-nie wstep oparty na slowie i idei Wyzwolenia.
    No i to w sumie wszystko.
    Pozostale dwie czesci tez sa – jak sadze – oparte na klamstwie (powtarzam – raczej w pozytywnym, niz negatywnym znaczeniu), pokazuja obiekty ktorych nie ma, opowiadaja historie, ktore sie nie zdarzyly.
    Jaki jest tego wszystkiego cel?
    Moim zdaniem, jest to swego rodzaju artystyczna prowokacja mogaca byc poczatkiem czegos co nazywa sie “visionary planning”.
    Mysle, ze by zmienic cokolwiek, trzeba odwazyc sie pomyslec o innej rzeczywistosci, o innej “prawdzie”. Trzeba wyrwac sie z koniecznosci dziejow (znow Dukaj ;)).
    I temu ma sluzyc ta publikacja.

    W kazdym razie, ja tak ja widze ;)

  • kubasce // wtorek, 15 lipiec 2008 @ 10:43 am

    Szkoda, ze projekty architektoniczne zawarte w W for Warsaw nie wywarly na tobie wrazenia, mam nadzieje, ze zobaczyles wystawe w IQ w czerwcu, gdzie pokazalismy nowe projekty zrobione juz na nasze zamowienie. Pytanie: jakiego typu architektura robi na Tobie wrazenie?

Dodaj komentarz