Kubuś Wirus: Dedykowane mojemu ukochanemu miastu – Warszawie

Kosmetyczne poprawki & ogłoszenia parafialne

wtorek, 5 luty 2008 · 5 komentarzy

Nie, niestety nie chodzi o to, że otolaryngolodzy z Banacha wreszcie postanowili się zająć moim nosem… Chociaż szkoda, że tak powoli kolejka się przesuwa. Jestem z Wami już półtora miesiąca, a ponieważ na blogu szykuje się parę zmian, postanowiłem umieścić takie małe auto-promo.

Po pierwsze, i najważniejsze: wreszcie jestem właścicielem aparatu! Warto było trochę odczekać, uzbierać nieco więcej grosza. Zamiast kwękać na optykę czy oddanie detali w jakimś superzoomie, zafundowałem sobie półprofesjonalną (podobno – nie wiem, jakie są kryteria takiej oceny, wierzę tej ładnej, długonogiej Pani w sklepie) lustrzankę. Jakby ktoś chciał wiedzieć dokładniej – Olympus E-410. Czekam na złośliwe komentarze i wyrazy politowania pod tym tekstem… Nie zapomnijcie tylko podpisać się z imienia i nazwiska. Na razie wgryzam się w instrukcję, na szczęście aparat jest na tyle mądry, że oprócz pełnej ręcznej regulacji umie też działać jak prawdziwa idioten kamera – a to takiemu fotograficznemu laikowi jak ja jest baaardzo potrzebne na początku… A wracając do tego, co ważne: na blogu pojawi się wreszcie pewna ilość zdjęć. Z początku mała, potem coraz większa zapewne. Oczywiście, poziom artystyczny i techniczny również będzie wzrastał z czasem – obiecuję. Zaproszenia na plenery, na naukę od bardziej doświadczonych, oferty pozowania mi do aktów – proszę przesyłać na mojego maila.

Ze sprawą pierwszą wiąże się sprawa druga. Ponieważ blog, jak widzicie, przystosowany jest swoim layoutem bardziej do słowa pisanego niż do obrazków, część fotografii dostępna będzie tylko i wyłącznie na moim koncie na Flickr. Oczywiście zapraszam wszystkich zainteresowanych. Ponieważ działam z lekka undergroundowo i chronię się jak mogę przed byciem w jakikolwiek sposób sławnym, znanym czy fejmowym – nazywajcie to dowolnie, część zdjęć, ta bardziej prywatna, będzie dostępna tylko dla znajomych. I tu prośba: nie obrażajcie się, jeśli nie zaakceptuję zaproszenia. Jestem człowiekiem dość staroświeckim i przypadki, kiedy ktoś bez wypicia ze mną choć jednej sety zostaje moim znajomym – czy to na Gronie, Facebooku czy Flickr – policzyć można na palcach jednej ręki po wcześniejszym urżnięciu dwóch z nich.

Sprawa numer trzy to rzeczy, które widzicie na pasku po stronie prawej. Zmieniła się trochę kolorystyka – wciąż doceniam minimalizm. Jeśli ktoś parę dni temu zarejestrował się na otrzymywanie ode mnie newslettera, to przykro mi, ale obsługa FeedBurnera przekroczyła moje umiejętności hackerskie, w związku z czym wracamy do starej, dobrej subskrypcji na RSS. Tuż pod tym znajduje się tajemniczy, czerwono-czarny przycisk. Guziczek ten odsyła w dwóch kliknięciach do mapki, na której widać z jakiego miejsca na świecie ludzie łączyli się z blogiem. I teraz apel: pucować się! Któż to mnie odwiedza z Helsinek, a kto z Indianapolis…? Aha, na samym dole pojawia się też ramka z odsyłaczem do galerii Flickr.

Sprawa numer cztery: jako nie tylko już miejski reporter, ale też fotoreporter, mam zaszczyt przystąpić do nieformalnej akcji znanej jako Grupa Trzymająca Warszawskie Blogi. Kto był na ich oficjalnej stronie, ten wie już, o co chodzi – pozostałych zapraszam do dowiedzenia się. Z tego miejsca chcę pozdrowić Lavinkę, która zwróciła mi na to przedsięwzięcie uwagę. Podoba mi się pomysł akcji i kreatywne możliwości, które ze sobą niesie. Chętnie stanę w szranki na koncepty z innymi obserwatorami warszawskiej rzeczywistości.

I w końcu sprawa ostatnia. Chcę serdecznie podziękować blisko tysiącowi użytkowników, którzy odwiedzili Kubusia Wirusa do tej pory. Dzięki Wam wiem, że nie piszę tylko dla siebie, że są osoby, którym choć trochę podoba się to, co do tej pory robię. Jeśli macie do mnie jakieś uwagi, sugestie – piszcie śmiało. Najchętniej w komentarzach w zakładce “Kim jest Kubuś Wirus?”, tak będzie najprzejrzyściej. Mam nadzieję, że z czasem będzie Was coraz więcej. Przekażcie znajomym i krewnym królika adres tej strony, nawet jeśli nie mieszkają w Warszawie – jest szansa, że po przeczytaniu paru wpisów postanowią się przeprowadzić.

A co dalej? Niedługo ruszam z pisaniem bloga od nowa – tym razem już we własnej domenie, ze ztuningowanym layoutem i masą bajerów. W bliższej przyszłości – nie tylko zdjęcia ilustrujące tekst, ale i tekst ilustrujący zdjęcia. Wtajemniczeni wiedzą już, o co chodzi (i pomagają mi w dodatku rozwinąć tą sprawę) – pozostali muszą jeszcze chwilę poczekać.

Serdecznie pozdrawiam wszystkie czytelniczki i czytelników

- wasz Jakub Wirus

Kategorie: Kubuś Wirus
Otagowane: ,

5 odpowiedzi jak dotąd ↓

Dodaj komentarz