Kiedyś, za tych zamierzchłych czasów, kiedy termin “piractwo” odnosił się bardziej do przegrywania kaset lub CD-ków z muzyką niż przesyłania jej przez Internet, panował pogląd, że miarą popularności danego artysty jest zakres jego obecności na kradzionych nośnikach właśnie. W stosunku do najróżniejszych wydarzeń z kolei – do tej pory, jeśli słyszę jakiekolwiek poniżające ich wartość plotki, mogę wnieść, że wydarzenie może być całkiem ciekawe – i warto mu się przyjrzeć.
Jeśli przyjmiemy te nieco ryzykowne kryteria oceny wartości jakichś przedsięwzięć, dojdziemy do wniosku że Wdechy – kulturalne nagrody redakcji Gazety Stołecznej zyskały już pewną estymę w warszawskim kręgach kulturalnych. Przez ostatni miesiąc nasłuchałem się wynurzeń kilku osób, niezadowolonych z tegorocznych wyników już “na zaś”. Wielu z tych, z którymi rozmawiałem krytykowało nominacje – to, że jest ich za mało; to, że listy nominowanych nie mogli stworzyć czytelnicy; to, że szansę na otrzymanie nagrody dostał Stadion – “bo to dziecinada jakaś przecież”, Aga Zaryan – “totumfacka Kaczyńskiego” czy MSN – “super, nagroda za wielką kłótnię i najbardziej wylansowanego Sylwestra w mieście”. W końcu, nawet to, że redakcji nie chce się zrobić z tej okazji imprezy dla Warszawiaków, poprzestając na wręczeniu nagród “w ich własnym sosiku”.
W porządku, w części zarzutów trochę racji jest, ale bez przesady. Być może podczas (koniecznej wszakże) promocji samych nagród zagubiono ich podstawową cechę – honoruje kandydatów redakcja, a nie czytelnicy. To nie konkurs popularności, ale próba wskazania aktywności godnych uwagi dokonana przez ludzi, którzy trochę bardziej się znają, mają szerszą perspektywę zajmując się kulturą zawodowo. Wdechy od publiczności są tylko dodatkiem. Patrząc na tegorocznych laureatów – uzupełniają się doskonale.
Jury uhonorowało Krzysztofa Warlikowskiego z TR, Dotleniacz Joanny Rajkowskiej i REDakcję Krytyki Politycznej. Czytelnicy z kolei docenili Przemka Paska z Fundacji JaWisła, akcję “Boniek!” oraz PZO Grochowska. Muszę przyznać, że moje głosy bardziej pokrywały się jednak z tym drugim zestawem, niż z pierwszym. Redaktorzy wykonali “ucieczkę do przodu”, nagradzając najbardziej chyba ambitne propozycje z każdej kategorii. Dobrze, bo to oznacza, że Gazeta Stołeczna przyjmuje odpowiedzialność za własną inicjatywę i wskazuje nam wyraźnie, że nie ma być ona pretekstem do “ogólnej buźki” między artystycznym światkiem i mediami, lecz przyczynkiem do poszerzania horyzontów czytelników. Warszawiacy znowu – wybrali emocjonalnie. Szczerze mówiąc, podoba mi się tegoroczny wybór.
Oczywiście uważam też, że przydałoby się zwiększenie liczby nominowanych oraz rozszerzenie kapituły. Szkoda, że niektóre wydarzenia i kilka osób nie zostało uhonorowanych nawet kandydaturą – pisałem już o tym wcześniej. Szersza kapituła zdjęłaby z nagród odium przedsięwzięcia popieranego przez określoną opcję polityczną, co w świetle niektórych tegorocznych wygranych wydaje się zasadne. Po co, znając nasze narodowe wady, zacierać realne znaczenie i powody takich, a nie innych decyzji jury?
Cieszę się, że Wdechy nie wykonały “skoku przez rekina”, bo są potrzebne. Marzę też o innej, być może bardziej undergroundowej z jednej strony, a z drugiej – ciut bardziej nakierowanej również na sprawy społeczne, nie tylko na kulturę nagrodzie. Tak, żeby równowaga została zachowana. Oczywiście, wyrobienie jakiejś marki i znaczenia to zadanie na lata. I, rzecz jasna, z całego serca dalszego takiego rozwoju Wdechom życzę.









0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.